piątek, 23 czerwca 2017

Życie to bagno w którym utknęłam

Czy zawsze było tak ciężko jak jest teraz? Dlaczego już nic nie przybiera tak łatwej formy jak kiedyś gdzie wiadomo było że białe jest białe, a czarne jest czarne. Co spowodowało te zmiany? Dorosłość? Sama nie wiem, ciężko odpowiedzieć na takie pytanie. Każdy miewa gorsze momenty, ale dlaczego ten mój moment trwa już tak długo? Nie wiem co zrobiłam, aby sobie na to zasłużyć. Bardzo chce powiedzieć że kocham i pragnę, ale nie potrafię... Depresja, psychoza, lęki, zapewne taka była by diagnoza gdybym się tylko udała do psychologa.
Pragnę jego bliskości, ale wiem że nie mogę jej dostać... Chciała bym poczuć dotyk jego dłoni na moim policzku, ale wiem że tego również nie dostanę... Jedyne co mogę dostać i sama mu dać to jego szczęście, chcę aby uśmiechał się słysząc moje głupie i bezsensowne żarty, może kiedyś zrozumie dlaczego tyle pragnę z nim rozmawiać i pisać... Nadzieją matką głupich mawiają. W jego sercu jest inna, a w moim? On, on od kiedy go poznałam. Kiedy z nim pierwszy raz rozmawiałam, nawet nie wiedziałam jak wygląda może i powinno tak zostać? Wtedy nie sypało by się tak wiele rzeczy w moim życiu. Ciężko, kurewsko ciężko jest dźwigać na ramionach cały ten świat.
Pragnę tylko stabilności i miłości, niczego więcej, ale jak widać nie należy mi się "Karma is a Bitch"


piątek, 14 kwietnia 2017

13 powodów by umrzeć

Hej, nie spodziewałam się tego, ale tak, napiszę teraz o serialu "13 powodów", pewnie zadacie pytanie po co? Przecież to tylko serial po co nam recenzje. Otóż może to i tylko serial, który na marginesie bardzo polecam, ale jest on bardzo realny i bardzo dobrze przedstawia nas, nastolatków w szkole, to jak traktujemy innych i pokazuje konsekwencje tego. Pisze to na świeżo, przed chwilą skończyłam oglądać ostatni odcinek, wszystko, całe 13 odcinków obejrzałam w całe 24h. Wciągnął mnie, dlaczego? Bo wiem i mam idealne pojęcie jak czuła się główna bohaterka, dlaczego? Bo byłam w takiej samej sytuacji jak ona, nikt jeszcze, aż tak dobrze nie opisał mojej sytuacji w życiu jaka istniała jak ten serial. Jednocześnie kocham ten serial i jednocześnie go nienawidzę, bo przypomniał mi jak ja się czułam i zaczęłam sobie teraz zadawać pytanie, dlaczego ja wtedy nie umarłam? Dlaczego to ja nie podcięłam sobie żył jak ta dziewczyna? Dlaczego ja to dalej ciągnęłam, to całe życie które na każdym kroku mnie dobijało i wgniatało w ziemię. Otóż... Bałam się i jednocześnie czułam że kimś będę i nie będę sama w przyszłości, będę kimś. Mimo tego że każdy odwrócił się do mnie plecami, każdy pluł na mnie i znęcał się nade mną nie wiedząc nawet o tym, ja żyłam, oddychałam. Pomyśleć że wystarczy 1 powód, aby powstrzymać 13 innych które namawiały kogoś do śmieci, jeden pozytywny powód jakim u mnie było "Będziesz kiedyś kimś, czujesz to". TEN JEDEN POWÓD ocalił moje życie, moje 17-nasto letnie życie. Teraz pomyślcie, ile nastolatków potrafi się zabić przez to że nikt nie chce im dać tego jednego powodu by żyć? A ile innych nastolatków potrafi nam dać milion powodów by się zabić? No właśnie, dużo. Świat to jedno wielkie ścierwo, ludzie też, jestem realistką, ale skończmy żyć dla innych, zacznijmy chociażby dla jednego NASZEGO powodu. On jest najważniejszy w tym popierdolonym świecie.

sobota, 8 kwietnia 2017

Marzenia, warto wierzyć?

Mam marzenia, jak każdy, ale czy warto wierzyć w ich realizacje? Ja lubię stawiać sobie cele które po kolei pokonuje jak tor z przeszkodami. Ale ile można stawiać karierę i umysł ponad to co możemy czuć? Kiedyś granica pęknie i nasze cele znikną, a marzenia zostaną w głowie, wyobraźni i pozwolą nam wyobrażać sobie to czego pragniemy najbardziej. Człowiek jest jak kwiat, bez wody umiera, ale ja nie mam tutaj na myśli wody jako płynu, tylko jako miłość. Każdy człowiek chce być kochany, a moje marzenia właśnie z tego się składają i zapewne nie tylko moje. Moje cele są jasno i wyraźno określone, ale co z marzeniami? Otóż nic... Są tylko lekko widoczne na całej mojej marnej egzystencji. Piszę tutaj o czymś o czym sama na codzień nie potrafię mówić. Nie potrafię mówić o swoich uczuciach będąc rozwaloną uczuciowo, nie potrafię marzyć będąc realistką, nie potrafię czuć będąc chłodną niczym bryła lodu.
Chce marzyć, kochać, czuć, ale...ale... jak? Jak pokochać coś co mnie zamroziło, jak marzyć kiedy coś mnie zdeptało, jak wrócić do tego co było najlepsze zapominając o tym co było? Jak nauczyć się ponownie marzyć, tak jak za czasów gdzie było się dzieckiem? Miałam tyle uczuć tyle miłości w sobie, byłam kolorowa, a teraz? Szara marna masa która żyje bo musi. Nie chce tak, chce z tym skończyć, ale jak? Pomoże ktoś? Jestem ateistką, ale jeśli jest jakąś siła w tym obskurnym niebie, niech zmieni tor mojego życia na lepszy niż aktualnie się toczy, tor na którym poczuje że żyję, że potrafię żyć. Będąc dzieckiem, marzyłam o nowej zabawce, dorastając marzenia się zmieniały i chyba jedynym jakim spełniłam w życiu jest... jest... nic. Taka prawda nie spełniłam żadnego mojego marzenia. Nie kupiłam nigdy upragnionej zabawki, moi rodzice nie pozostali razem, ja nie mieszkam tam gdzie pragnę, nie jestem tam gdzie pragnę i nie czuję tego co pragnę robić. Męczy mnie to wszystko to życie to WSZYSTKO. Chce to zmienić, ale nie mogę, nic nie mogę... Na zewnątrz jestem szczęśliwa nie zależne od sytuacji i miejsca, ale w mojej głowie jest jeden wielki natłok myśli, jeśli ktokolwiek kto mnie zna i myśli że pisze to wszystko myśląc o nim to tutaj cię zmylę, ani kszty słowa tutaj nie są związane z tobą, są związane z moim życiem, a nie ludźmi którzy w nim są lub byli.
Brakuje mi tak wielu rzeczy, a jednocześnie mam ich równie wiele. Co zrobić z tymi wszystkimi nie spełnionymi marzeniami które całe życie uważałam za BullShit, bo się nie spełniały... Marzę o wyjeździe stąd daleko na parę dni żeby odpocząć, najlepiej nad jezioro... Marzę o lepszym życiu dla mojego taty... Marzę o lepszej przyszłości dla tego zapadłego kraju... Marzę o oświadczynach... Marzę o wspaniałym ślubie... Marzę o dwójce kochanych szkrabów... Marzę o lepszym życiu dla wielu ludzi na tym świecie, ponieważ nie doceniamy ludzkiego bólu. W Afryce dzieci umierają z głodu, czują ból jakiego żaden człowiek nie dozna, ale w Europie czy Ameryce też czujemy ból, ale psychiczny z tego jak ten cały świat nas wszystkich niszczy, niszczymy samych siebie WSZYSCY. Przestańmy i bądźmy lepsi dla siebie, aby każdemu żyło się lepiej.

środa, 1 marca 2017

Anoreksja, zabójca?

Tak, jestem anorektyczką i będę nią do końca życia... Nabawiłam się jej nieświadomie i do teraz pozostaje ona przy mnie. Nie chwalę jej, ani nie neguję, żyję z nią w zgodzie, nie chce się z nią kłócić, ani walczyć bo ognia nie należy zwalczać ogniem. Zastanowicie się, czemu nazywam tą wstrętną chorobę jak człowieka? Najlepiej pokonać wroga zaprzyjaźniając się z nim i znając jego słabe i mocne punkty. Nie byłam z nią u specjalisty, schudłam sporo z jej winy, ale nie na tyle, aby trafić do szpitala. Jestem świadoma jak ta choroba potrafi niszczyć, dlatego ją kontroluje samowolnie. Wiele młodych dziewczyn w moim wieku, lub też sporo poniżej 12-roku życia popada w tą chorobę celowo, tylko i wyłącznie przez nacisk społeczeństwa. Jest to smutne jak bardzo społeczeństwo ma wpływ na nasz tryb życia, jak bardzo podlegamy dzisiejszym standardom... Mało osób potrafi sobie poradzić z tym naciskiem i nawet ja sama daję się niekiedy mu ponieść, ale co za dużo to nie zdrowo.
Nie powiem jak sobie z tą chorobą radzić, ponieważ nie jestem lekarzem który zna się na tym. Ja sobie z nią radzę tak jak czuję i powinnam sobie radzić znając siebie i swoje ciało. W każdym przełomowym gorszym momencie w moim życiu muszę wtedy bardzo na nią uważać bo czai się tylko jak pantera zza krzaków, aby zaatakować mnie i powoli niszczyć... Każdy powinien sobie z tą chorobą radzić indywidualnie, niektórzy potrzebują specjalisty, niektórzy dają sobie radę bez nich, swoją własną siłą woli. Oczywiście nie pochwalam samodzielnej walki z tak poważną chorobą, ponieważ może to doprowadzić do wielu urazów i nawet śmierci, ale tak jak wspomniałam każdy powinien odnosić się z nią indywidualnie. Pewnie chcecie wiedzieć ile schudłam, kiedy i jak z jej winy, otóż nie powiem, ponieważ nie chce zachęcać tzw. "motylki" do stosowania tej choroby jako diety.
Opowiem wam jak to się u mnie zaczęło. Na anoreksję choruję już 5 lat, kopa czasu, no nie? Otóż, zaczęło się od niewinnego nie wychodzenia z domu spowodowanego przez sytuacje w szkole. Ze względu na moje Polskie pochodzenie byłam wyzywana, obrzucana jedzeniem oraz bita. W tamtym czasie mieszkałam w Anglii. Później doszła drobna przemoc domowa na tle psychicznym i z czasem przeradzała się w fizyczną, właśnie w tamtym czasie popadłam w głęboką depresję, była ona tak ciężka że potrafiłam 2 miesiące nie stawiać nóg po za próg drzwi. Depresja się wzmagała, a w tym samym czasie zaczęła atakować ona. Jadałam najpierw dużo małych posiłków, później jeden posiłek, aż zaczęło się zdarzać że nie jadłam nic, lub jeden suchar, albo jabłko na dzień lub dwa.
Zaczęłam wtedy niespostrzeżenie dużo tracić na wadzę, przez to że nie wychodziłam prawie z łóżka, każde wstanie na nogi sprawiało mi duży wysiłek. Kiedy już stawałam na nogi trzęsłam się jak galaretka. Pamiętam jeden moment gdy przed zastojem w domu zakupiłam sobie spodenki i próbowałam je założyć po około 3 miesiącach i  wiecie co? Byłam wstanie włożyć dwie nogi do jednej nogawki, więc możecie się domyślić jak wiele mogłam stracić na wadzę. Później wróciłam do Polski, z trudem wtedy szłam na lotnisko i czekałam dłuższą chwilę na kolejkę... Mój stan fizyczny był na okropnym poziomie z wysportowanej i zdrowej dziewczyny byłam chodzącym trupem który stawiał ledwo krok za krokiem... Przed cała depresją i anoreksją byłam dość aktywna, ale też miałam trochę ciałka, nie przeszkadzało mi to bo byłam dzieckiem jeszcze. Pływałam wtedy, ćwiczyłam gimnastykę oraz tańczyłam i przerwałam to wszystko w jednym momencie. Po całym powrocie do Polski nadal jadłam bardzo mało, mój tato martwił się tym, nic dziwnego, ledwo mogłam zjeść 20% porcji objadowej bez odruchu wymiotnego. Koło września/listopada zaczęło się znowu sypać w moim życiu, tym razem rozterki miłosne itp. Przytyłam, zaczęłam wtedy niekontrolowanie tyć i tyć... Nie wiedząc czemu jadłam ogromne ilości jedzenia, za 3-4 osoby. Na wiosnę postanowiłam wrócić do zdrowego życia. Biegałam regularnie, jadłam zdrowo. Niestety w tamtym czasie dowiedziałam się że choruję na astmę i nie mogę biegać, zaczęłam brać leki, nie pomagały, inhalator również. Wróciłam na krótko do tańca, ale to też szybko się zakończyło. Mimo tego utrzymałam stałą wagę oraz kondycję. Nastał wrzesień, ponownie zaczęłam powoli tyć, zaczynałam wtedy ważyć więcej niż kiedykolwiek w życiu... Tyłam, aż do kwietnia, do czasu rozstania z moim chłopakiem, wtedy byłam tak rozpaczona że znowu przestałam jeść i zaczęłam dużo się ruszać, zaczęły się wtedy próby do zakończenia 3 gimnazjum i chodziłam wtedy na dodatkowe próby z poloneza. Całe te próby i wysiłek jaki wtedy wkładałam w to jedząc jeden posiłek lub nic sprawiły że w ciągu miesiąca schudłam do mojej wagi z przed 2 lat. Byłam dumna że wzięłam się za siebie i potrafiłam tyle nadrobić. Zapomniałam wspomnieć że w momencie gdy postanowiłam wziąć się za siebie na wiosnę popadłam również w bulimię i zdarzały się momenty gdzie ponownie ledwo wstawałam z łóżka, głównie z braku sił. I tutaj jestem teraz, w stałej wadze 52-53 kg. Z bardzo słabą kondycją i ciągłą ochotą spania...
Nie jestem dumna z drogi jaką przebyłam do mojej aktualnej wagi, dlatego jeśli ktokolwiek czyta ten post i widzi u siebie objawy anoreksji niech to zgłosi, rodzicowi lub opiekunowi, za nim ta choroba zniszczy ciebie tak jak mnie, ponieważ teraz nie potrafię nawet wrócić chociaż w połowię do swojej pierwotnej kondycji..



Rozdarta, na dwa światy.

Nie wiem co myśleć, nie wiem co czuć, nie wiem co robić. Dlaczego życie musi nas stawiać przed tak ciężkimi wyborami? Dlaczego musimy wybierać między złem, a mniejszym złem... Nie umiem sobie odpowiedzieć na te pytania. Rezygnuje z jednego na cele drugiego i na odwrót, a gdzie w tym wszystkim człowieczeństwo? Chyba znikło... Ludzie zapomną, zawsze zapominają, po roku, dwóch, czasami po paru dziesięciu latach, ale zapominają, bez wyjątków. Ja też zapomnę, a później stanę na nogi, chyba, taka mam nadzieję...
Po ciuchu proszę o pomoc, wskazówkę, ale nadal nie wiem co wybrać to zło, czy tamto? Które było by lepsze, chyba żadne... Zatapiam się w muzycznych nutach niczym Tytanik na morzu. Przeraża mnie nadal ta myśl o dorosłości gdzie będzie dużo więcej takich wyborów... Zawsze marzyłam, aby moje życie toczyło się jak w Amerykańskiej komedii romantyczniej, gdzie na końcu i tak wszyscy byli szczęśliwi i zapominali o złych uczynkach... Ale tutaj, tutaj nikt nie zapomina, to świat realny nie iluzja, chociaż może... może się mylę. Melancholia zalewa mnie, a obowiązki, życie, wszystko zaczyna mnie przerastać, za dużo tego. W złym momencie nastał taki przełomowy moment... Nie boję się, nic mi nie jest straszne, przeraża mnie po prostu jak wiele tego jest, jak dużo osób mogę ranić jedną decyzją, co robić, co robić...


sobota, 21 stycznia 2017

Nowy świat, nowa ja?

Długo mnie tu nie było, ale cóż, każdemu się zdarza. Chciała bym w tym poście przede wszystkim opowiedzieć co się działo u mnie przez ten czas nieobecności. Nowa szkoła, nowe znajomości, nowa miłość, ach pełno tego. W tym roku we wrześniu zaczęłam chodzić do nowej szkoły na mój wymarzony kierunek, grafika oczywiście. Trochę bardzo oddaliłam się od życia internetowego i odeszłam lekko w cień, sama nie wiem czemu i też nie mam pojęcia dlaczego tak zrobiłam i co mnie do tego podświadomie skłoniło, może dorastanie i rozwijanie się. Psychicznie dojrzałam znowu o kolejny stopień, czasami odnoszę wrażenie że jak tak dalej pójdzie to chyba będę psychiczną staruszką. Po tym ile się działo przez ten czas, nadal mam ochotę po prostu zniknąć nagle i uciec stąd jak najdalej, ale to tylko myśli.
Czuję się szczęśliwa, ale nadal mi czegoś brakuje w tych zmianach, czuje że to tylko mały szczegół, ale ten szczegół czasami nie pozwala mi w miarę psychicznie funkcjonować. Żyje z dnia na dzień, aktualnie dość nudno, na wakacjach podobnie, co bym chciała zmienić cofając się w przeszłość. Wyczekuje upragnionej 18-nastki, jeszcze tylko rok. Rozpoczęłam swoją działalność i zarabiam sobie czasami trochę grosza na mojej pasji. Poznałam nową miłość, odwzajemnioną i  trwająca już pół roku, 22 dni i 20 godzin. Achh nie kleją mi się dzisiaj zdania na nowy post, ale czułam że muszę coś wam napisać, małym ludzikom takim jak ja, którzy czytają mnie. Czasami się zastanawiam czy na prawdę kogoś interesuje czy dodam kolejnego posta, co się dzieje w moim życiu i czy kogoś interesuje co sądzę na dany temat hmm..
Wybaczcie że taki krótki post, ale nie miałam pomysłu co ciekawego mogła bym napisać, na pewno jeszcze pojawią się posty związane z moimi chorobami i poglądami na świat, na razie mogę powiedzieć tyle że to co pisałam wcześniej typu homoseksualizm itp, itd jest nadal aktualnie w moich poglądach, może wypowiem się na tematy religijne w końcu jestem Ateistką i wypada powiedzieć dlaczego odeszłam od wiary Chrześcijańskiej.

sobota, 12 grudnia 2015

Introwertyk, kim ja jestem?

Kim jestem? Jestem samotnym cieniem który by mieć energię na nowe wyzwania potrzebuje ciszy. Tak tłumaczę zachowanie samej siebie. Dla objaśnienia moimi słowami, kim jest introwertyk? Jest to osoba która musi czasami pobyć sama, aby mieć siłę dla innych. To oznacza iż siedzenie samej w pokoju lub ciągle z telefonem w nosie jest w moim wypadku bardzo normalne i pozwala mi się uspokoić i pozbierać myśli. Nie lubię spotkań w dużym gronie, dobrze się czuje z samą sobą i przede wszystkim nienawidzę zmiany otoczenia, wszelkich przeprowadzek, nowych szkół itp itd, ponieważ jest to dla mnie wielka udręka poznawać nowe osoby i od nowa praktycznie zaczynać wszystko.
Nie mylmy terminu introwertyk z terminem dzisiejszych nastolatek, które się tną i takowe poczynania publikują w internecie, ponieważ osoba introwertyczna nigdy takowej sytuacji by się nie dopuściła (chodzi mi o dzielenie się takową wiadomością  z całym światem). Introwertyk zazwyczaj mało mówi i ma mało do powiedzenia w licznym gronie, a natomiast ekstrawertyk dużo mówi, ale tak na prawdę nic tym nie wnosi do życia. Ja jestem takim sobie małym introwertykiem w internecie. Mało mówię o tym jaka jestem na prawdę w życiu realnym, a tutaj potrafię co nieco o sobie opowiedzieć, ale pamiętajcie to tylko niewielka cząstka całej mnie.
Kiedyś pewna osobą dużo narzekała na to że nie potrafię nic okazać, nie potrafiłam okazywać bólu, smutku czy radości, byłam cały czas neutralna, ale z czasem idzie się nauczyć takowe emocje okazywać. W szkole staram się być radosna, ponieważ jestem w swoim gronie, ale jeśli przychodzi mi pójść na miasto samej bez jednej bliskiej mi osoby lub bez muzyki w uszach zaczynam się strasznie stresować. Bardzo się cieszę jeśli ktoś odwołuje jakieś większe wydarzenie i nie jestem zmuszona iść na nie. Jeśli budzę się w deszczowy i ponury dzień to się bardzo cieszę, dlaczego? Bo wtedy mogę zaplanować sobie swój samotny dzień i nikt mi nie będzie przeszkadzał bo komu będzie się chciało spotykać w taki dzień!
Introwertyk z reguły jest typem obserwatora i odpowiada tylko w odpowiedniej sytuacji lub czasie. Nigdy nie należy zmuszać mnie do rzeczy których nie chce, ponieważ jestem uparta i zawsze to się kończy negatywnie. Jak spotykam nową osobę i ją poznaje zawsze mam wrażenie że jest do mnie negatywnie nastawiona, ale dopiero jak z nią pobędę jakiś czas, to potrafię się przed nią otworzyć i jej co nieco powiedzieć o mnie, co jest BARDZO rzadkim zjawiskiem, a jeśli już coś opowiem, to lepiej żeby ta druga osoba szanowała to i zachowała dla samej siebie.